Mam 34 lata i na karku 127 tys zł długu. Nie mam sił już na to patrzeć. Zaczęło się od głupoty w młodości - karty kredytowe, pożyczki, a potem się nakręciło i nie mogłem wyhamować. Teraz pracuję jak wół, dostaje pensję i prawie wszystko idzie na raty i odsetki. Żaden tydzień bez stresu, bez paniki o tym czy starcz na podstawowe rzeczy. Gorzej jest że nikomu o tym nie powiedziałem, nawet swojej mamie. Boję się że będę w tym długu aż do emerytury albo i dłużej. Czasami myślę że najlepiej by było gdybym nigdy nie urodził się w Polsce gdzie wszystko jest takie drogie a zarobki takie mizerne. Przepraszam że piszę to, ale musiałem się pozbyć tego ciężaru z piersi.
Komentarze (3)
Zaloguj się, aby dodać komentarz.
Zrozumiałem cię, ale słuchaj - 127 tys to dużo, ale nie jest to wyrok śmierci, szczególnie że pracujesz i masz przychody; bez konkretnego planu się nie wywiniesz, więc może najpierw powiedz o tym komuś zaufanemu albo idź do poradni długów, bo sami się z tego nie wydostaniemy.
Zrozumiałam Cię, ale nie pozwól sobie na takie myśli - to długi, a nie wyrok dożywotni, mogą zostać spłacone jeśli się do tego podejdziesz konkretnie (konsultacja z doradcą finansowym, negocjacje z wierzycielami, może jakaś restrukturyzacja). Pierwszym krokiem powinna być szczera rozmowa z mamą, bo trzymanie tego w sobie Cię jeszcze bardziej załamie.
Zrozumiałam Cię i wiem jak to boli, ale 127k to nie wyrok - jeśli zacząłeś pracować na raty to znaczy że masz pracę, a to już jest punkt wyjścia do systematycznego spłacania, może warto wreszcie komuś ufać i opowiedzieć o tym swojej mamie, bo sam z tym nie dasz rady a psychiczny ciężar robi równie dużą szkodę co sam dług.